Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
perezpkw
Czasem tak bywa... 
Budzisz się rano, otoczony całym tym syfem, paranoją, niszczycielskimi myślami. Myślisz że gorzej już być nie może. A tu kurwa psikus. 
Nie sypiasz. Kiedy już ci się udaje nad ranem odejść w krainy snów, okazuje się że czekają tam na ciebie tylko koszmary. Budzisz się z tłumionym krzykiem na ustach żeby nikogo nie budzić. Uspokajasz bicie serca, Głaszczesz kota. Wstajesz. Wychodzisz na balkon na papierosa. Myśli przewalają ci się przez głowę. Kurwa, co za syf... 
Rozmawiasz ze współlokatorką. W trakcie rozmowy dostajesz kolejne złe informacje, kolejne noże w plecy. NOKURWANIEŹLE. Grasz. Nie pokazujesz nic po sobie. Walcząc z samym sobą, mimo wszystko starasz się jej pomóc (A kto kurwa pomoże tobie?!). Palisz kolejnego papierosa. Żegnasz się, mówiąc że zawsze może na ciebie liczyć. Wychodzisz. 
Autobus jak zawsze spóźniony, ale dzięki bezsenności nigdy nie spóźniasz się do pracy. Zawsze jesteś dużo przed czasem. Ten czas, kiedy siedzisz przed biurkiem, sam, przestawiając umysł na tryb pracy, pomaga na chwilę uśmierzyć ból twojej marnej egzystencji. Dzień mija w miarę spokojnie. Wracasz do mieszkania. 
Stajesz przed drzwiami, wyjmujesz klucze i zastanawiasz się, jaki to ma sens? Czy twoja obecność na tym świecie w jakikolwiek sposób, choćby najmniejszy, coś zmienia? Otwierasz drzwi. Głaszczesz koty. Upewniasz się że nikogo prócz ciebie nie ma. Zamykasz drzwi na klucz. Wyjmujesz z szafki glocka i siadasz na kanapie. Uruchamiasz laptopa, youtube, muzykę. W ciągu jednej chwili wszystko do ciebie wraca. Rozkładasz broń, czyścisz ją, smarujesz, sprawdzasz wszystkie mechanizmy. Ładujesz magazynek. Składasz broń, wpinasz magazynek, przeciągasz zamek. Idziesz do przedpokoju. Stajesz przed lustrem. Przykładasz lufę do skroni, patrząc sobie głęboko w oczy. Palec samoczynnie wędruje na spust. Lekko go smyrasz opuszkiem palca. Zastanawiasz się jak duży nacisk musisz wywrzeć, aby iglica opadła na spłonkę. Stoisz tak dłuższy czas, piosenki mijają, jesteś coraz bliżej. Słyszysz telefon, którego nie masz zamiaru odebrać. Nagle drzwi wejściowe się otwierają. Wchodzi Twoja współlokatorka. Chowasz broń za pas. Uśmiechasz się, witasz. Przytulasz ją, pytasz jak minął dzień. Grasz. Cały czas grasz. I zapewne będziesz, aż pewnego dnia podejmiesz decyzję... 

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl